
~ Maria Mucha
Pierwsze spotkania z AI - od niepewności do ekscytacji
Strach przed nieznanym to nasza naturalna ludzka reakcja. W naszej głowie pojawiają się wątpliwości, czasem w towarzystwie niechęci. Z drugiej strony, przebija się do nas ciekawość i myśli o tym, jak „to” działa, co potrafi, jak na nas wpłynie? Tak samo jest podczas zetknięcia z nową technologią.
Nasi dziadkowie, czy rodzice odczuwali niepewność, gdy nadeszła internetowa rewolucja, podczas gdy my beztrosko ubieraliśmy modelki w Stardoll, lub wydawaliśmy eurogąbki na naszej klasie.
Dziś to my spotykamy się z niepewnością w kontekście AI. Po raz kolejny w naszej głowie na czerwono wyświetla się pytanie: „czy AI zabierze nam pracę?”
Rozmowa z Katarzyną Bąk i Markiem Bitką duetem założycieli studia Creeators™ pokazuje, że droga od niepewności do ekscytacji jest wpisana w ludzkie doświadczenie poznawania nowych narzędzi. I, uwaga spoiler, jest to całkowicie normalne.
Skąd wzięła się fala AI?
Choć sztuczna inteligencja jako pojęcie istnieje od lat 50., to przez dekady była domeną naukowców i laboratoriów. Dopiero ostatnie lata przyniosły przełom – dzięki większej mocy obliczeniowej, dostępności ogromnych zbiorów danych i rozwojowi modeli językowych, AI stała się dostępna dla wszystkich. Prawdziwym katalizatorem było pojawienie się ChatGPT w 2022 roku – narzędzia, które nagle sprawiło, że każdy mógł „rozmawiać” z maszyną w naturalnym języku.
W ślad za tym przyszły kolejne rozwiązania: MidJourney i Stable Diffusion w obszarze obrazu, Eleven Labs w dziedzinie generowania głosu czy narzędzia wideo takie jak PicaLabs. To one spopularyzowały AI i sprawiły, że zaczęto o niej mówić nie tylko w kontekście technologii, ale też kultury, edukacji i pracy twórczej.
Niepewność i pierwsze próby
Na początku AI nie wygląda jak rewolucja. Zwykle pojawia się jako ciekawostka – aplikacja, która coś podpowie, skróci proces, wykona drobną czynność za nas. Katy Bąk wspomina, że jej pierwsze spotkania z AI miały raczej akademicki charakter, związany z prostymi zadaniami na studiach:
„To było trochę jak dać dziecku zabawkę, której jeszcze do końca nie rozumiesz. Z jednej strony ekscytacja, że w kilka minut masz gotowe podsumowanie, z drugiej – pytanie, czy to nie za łatwe, czy nie odbiera to sensu pracy własnej.”
Ta mieszanka emocji – radości i ostrożności – towarzyszy wielu osobom. W tle kryje się też pytanie, które powtarza się w niemal każdej rewolucji technologicznej: czy nie będzie to droga na skróty, która zmieni dotychczasowy sposób uczenia się i pracy?
Pierwszy efekt „wow”
Ale przychodzi moment, kiedy nagle uświadamiamy sobie, że AI to coś więcej niż zabawka. Marek Bitka wspomina, że jego pierwszy poważny kontakt ze sztuczną inteligencją wiązał się z realnym problemem biznesowym:
„Potrzebowaliśmy przygotować pismo przedprocesowe. Zamiast tygodni czekania na prawnika, w 20 minut mieliśmy gotowy dokument. To był ten moment, kiedy pomyślałem: granice wyznacza już tylko wyobraźnia.”
W takich chwilach rodzi się efekt „wow” – AI przestaje być gadżetem, a staje się partnerem w pracy. Marek podkreśla, że od tamtej chwili towarzyszy mu niemal codziennie, jak dodatkowy asystent, który przyspiesza proces i otwiera nowe perspektywy.
W wielu przypadkach, sztuczna inteligencja jest pomocną dłonią, która zautomatyzować żmudne procesy i zadania. Sprawić, że problem, który rozciąga się na kilka tygodni, może zostać rozwiązany w zaledwie kilka godzin.
Ekscytacja i poszerzanie granic
Z czasem pierwsza niepewność ustępuje miejsca fascynacji. Katarzyna opowiada o momencie, gdy AI pomogło jej rozwiązać problem programistyczny:
„Czekając na odpowiedź od znajomych, spróbowałam sama. Okazało się, że AI podsunęło mi rozwiązanie, które potem potwierdził programista. To było jak odkrycie nowego sposobu myślenia – jakby mózg nagle się rozszerzył.”
Takie doświadczenia zmieniają sposób, w jaki patrzymy na własne kompetencje. Zamiast lęku pojawia się poczucie mocy: że nie jesteśmy już ograniczeni jedynie tym, co sami wiemy, ale możemy sięgać po coś, co wspiera naszą kreatywność i odwagę eksperymentowania.
Marek dodaje, że podobne uczucie towarzyszyło mu przy pierwszych eksperymentach z MidJourney:
„Obraz, który wygenerowałem, był tak realistyczny, że pomyślałem: to game changer. Od tej pory branża kreatywna nigdy nie będzie taka sama.”
Dla wielu osób to właśnie wizualne doświadczenia – zobaczenie na własne oczy efektu, którego nie spodziewali się w kilka sekund – stają się punktem przełomowym.
Czego nas to uczy?
Historie Katarzyny i Marka są różne, ale łączy je wspólny wątek – przejście od ostrożności do zachwytu. AI nie pojawia się od razu jako „rewolucja”, lecz stopniowo, w małych momentach, które pokazują, że można szybciej, łatwiej, inaczej. W pewnym sensie to lekcja pokory wobec technologii, ale też lekcja zaufania do własnej ciekawości.
AI nie zastępuje człowieka. To my decydujemy, jak je wykorzystać. Jak podkreśla Katy:
„To trochę jak znaleźć przedłużenie własnego umysłu – coś, co myśli w podobny sposób, a jednocześnie pozwala spojrzeć szerzej i działać szybciej.”
Pierwsze spotkania z AI przypominają nam więc, że innowacje nie są ani wrogiem, ani wybawieniem. Są lustrem, w którym odbija się nasze nastawienie – czy potraktujemy je jako zagrożenie, czy jako szansę. A ekscytacja, która przychodzi później, to dowód, że kreatywność zawsze znajdzie sposób, by się rozwijać.
Newsletterowcy wiedzą wcześniej!
Chcesz mieć dostęp do kolejnych artykułów i podsumowań? Dołącz do newslettera!
DOŁĄCZ DO NEWSLETTERA



